O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój blog pod adresem http://mateuszkijowski.naczatach.pl/, gdzie znajdziecie Państwo wszystkie niemal moje publikacje od 2012 roku.

Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu/produkt/buntownik-wersja-limitowana/, gdzie można kupić książkę Buntownik, której jestem współautorem.

Twój głos ma moc!

https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/kaczynski-mowi-o-ojkofobii-sedziow-schetyna-standardy-dalekoazjatyckie,870414.html
Prawo i Sprawiedliwość, jako partia wodzowska, nigdy nie miało mocnej pozycji w samorządach. W istocie, poza kilkoma średniej wielkości miastami oraz sejmikiem województwa podkarpackiego, rola tej partii jest marginalna. Dzisiaj jednak cały kapitał partii samodzielnie rządzącej od trzech lat w Polsce został rzucony na szalę, żeby podporządkować centrali wszelką inicjatywę i pomysłowość Polek i Polaków. Żeby na fali niewątpliwej popularności tej partii w polityce krajowej przejąć również politykę lokalną. I podporządkować ją prezesowi. Bezskutecznie!

Nie, to nie jest moja opinia. To opinia samego PiS-u. To musi być ewidentne dla każdego, kto chociaż kątem oka przygląda się scenie politycznej. A jakie są symptomy?

Jedno jest całkowicie pewne – nikt nie ma tak rzetelnych badań opinii społecznej jak PiS. Oprócz tego, że mają do dyspozycji cały aparat państwa (a przecież dwa największe ośrodki badania opinii są w całości podporządkowane rządzącym), mają również najsilniejszą potrzebę przypodobania się szerokiej publiczności. Jak każde populistyczne ugrupowanie. Zachowania kampanijne PiS-u są z całą pewnością odpowiedzią na populistyczne zapotrzebowanie elektoratu.

Jakie to są zachowania? Po pierwsze sztandarowi kandydaci z ramienia PiS odżegnują się od swojego politycznego zaplecza. Patryk Jaki na oczach telewidzów w czasie debaty prezydenckiej zrezygnował z członkostwa w partii. Tak, innej partii, ale to przecież nie ma znaczenia. Kto odróżnia Solidarną Polskę od Prawa i Sprawiedliwości? Małgorzata Wassermann, posłanka PiS, która swoją pozycję zawdzięcza jedynie nazwisku po ojcu, prominentnym działaczu tej partii, który zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, zadeklarowała, że jest w istocie bezpartyjna. To już wszyscy znani kandydaci tej partii na znaczące stanowiska w samorządzie. Jest jeszcze kandydat na prezydenta Gdańska, który nie ma żadnych szans, nie ma żadnego politycznego doświadczenia, a jego jedyną zasługą jest znowu nazwisko po ojcu, który zginął w tej samej katastrofie.

Po drugie na trzy dni przed ciszą wyborczą Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało się na uruchomienie najgorszych emocji. Obrzydliwy materiał odwołujący się do ksenofobii, posługujący się mową nienawiści, wprost sprzeczny z nauką społeczną kościoła – instytucji, która w większości pozostaje w nieformalnej koalicji z rządzącymi. Materiał, który w jednoznaczny sposób zaprzecza wartościom deklarowanym zarówno przez ten kościół, jak i przez partię rządzącą. To niewątpliwie wyraz desperacji i próba odzyskania pozycji rzutem na taśmę. Jak słynny „dziadek z Wehrmachtu” w 2005 roku w kampanii prezydenckiej. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, więc nie wierzę, żeby ten desperacki manewr mógł zadziałać ponownie.


Desperacja – to słowo najlepiej charakteryzuje zachowanie partii Jarosława Kaczyńskiego w ostatnich dniach przed wyborami. Do tego desperacja, o której wiemy na podstawie twardych dowodów i dobrego rozpoznania sytuacji. To musi napawać nadzieją każdego demokratę.

Oczywiście, wynik wyborów zależy od nas. Jeżeli spoczniemy na laurach, jeżeli stwierdzimy, że jest dobrze i już nie trzeba iść głosować, to Polska przegra. Czytając ten felieton zapewne już wiesz, na kogo będziesz głosować. Skoro tak jest, po prostu przekaż go dalej, poleć znajomym. A jeżeli jeszcze nie masz pewności, to sprawdź na stronie internetowej Państwowej Komisji Wyborczej, kto w Twoim okręgu kandyduje i jakie nazwiska znajdziesz na swojej karcie wyborczej. Lepiej się przygotować zawczasu, niż popełnić błąd w lokalu wyborczym.

Szczególnie trzeba uważać na osoby i komitety wyborcze ukrywające swoje faktyczne afiliacje. Podobnie jak Patryk Jaki czy Małgorzata Wassermann – wielu innych kandydatów wstydzi się swoich sympatii politycznych. A może po prostu uznali, że łatwiej im będzie uzyskać poparcie nie obnosząc się z nimi? Specyfiką wyborów samorządowych jest to, że trudno sformułować ogólnopolskie preferencje czy zalecenia. W każdej gminie i w każdym okręgu sytuacja wygląda inaczej. Dlatego dobrze sprawdzić, z jakim wyborem przyjdzie nam się zmierzyć, kiedy otrzymamy do ręki kartę wyborczą. Warto też zadbać, żeby nasz głos był ważny. Z obawy przed fałszerstwami wyborczymi pojawiło się wiele pomysłów, które mogą unieważnić nasz głos, jeszcze zanim komisja wyborcza zacznie go liczyć, jak zamazywanie, świecowanie, dopiski… Głos będzie ważny na pewno, jeżeli w każdym głosowaniu (większość z nas ma 4 głosy – Rada Gminy , Wójt , Rada Powiatu i Sejmik Wojewódzki) po prostu postawimy jeden znak „x” w jednym kwadracie przy jednym nazwisku. Nic więcej nie trzeba. Resztą niech zajmą się członkowie komisji – uwierzmy, że będą się starali o uczciwość procesu wyborczego.

Nic nie zastąpi Twojego aktu wyborczego. Nikt za Ciebie nie zagłosuje. Nikt nie odbierze Ci głosu. Jeżeli sam się go nie pozbędziesz.

Do zobaczenia przy urnie w niedzielę. I w lepszej Polsce w poniedziałek…
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...