O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu, gdzie można wesprzeć wydanie książki Buntownik, której jestem współautorem.

Bez żadnego trybu – wielkie kłamstwo PiS-u

„Prawo i Sprawiedliwość” zapomniało, że jego prominentni członkowie i założyciele brali aktywny udział lub wspierali reformowanie wymiaru sprawiedliwości w trakcie i po przemianach 1989 roku. Złogami PRL-owskimi określa tych, których w czasach wolnej Polski zweryfikowano i potwierdzono ich uczciwość. A do kierowania wymiarem sprawiedliwości i do jego reformowania kieruje ludzi, którzy w poprzedniej epoce wykazali się uległością wobec partyjnych nakazów i zaleceń.

Kryzys wymiaru sprawiedliwości. Któż nie jest o nim przekonany? To oczywiste. W zdecydowanej większości postępowań sądowych są dwie strony. Dwie strony o sprzecznych interesach i oczekiwaniach – dlatego się znalazły w sądzie. Gdyby w każdej sprawie co najmniej jedna strona była zadowolona, to mielibyśmy połowę społeczeństwa niezadowoloną z sądów. A przecież są rozstrzygnięcia, które nie satysfakcjonują żadnej ze stron. To oczywiste, że większość klientów sądów jest niezadowolona z wyników ich pracy.

Ale czy wszyscy znamy sądownictwo z autopsji? Są ludzie, którzy nigdy w życiu nie znaleźli się w gmachu sądu i nie uczestniczyli w żadnej rozprawie. Skąd ci mają czerpać swoje opinie i przekonania? Od innych. Najłatwiej za pośrednictwem mediów. Tylko że media szukają sensacji… nie powiedzą ile sprawiedliwych wyroków wydano, ale jeżeli ktoś widział sędziego obok gangstera, to cały kraj o tym huczy. Dodajmy do tego polityczny interes partii rządzącej i jej kampanię realizowaną z naruszeniem statutu przez Polską Fundację Narodową za pieniądze nas wszystkich – pochodzące ze spółek skarbu państwa.

Sędzia ukradł kiełbasę! Wstrząsające. A po co dodawać, że był chory, w stanie spoczynku, że miało to miejsce wiele lat temu i że już nie żyje? Sędzia ukradła spodnie! A że była w stanie spoczynku i ubezwłasnowolniona ze względu na chorobę? Jakie to ma znaczenie? Poszukajmy! Może się dowiemy, że ktoś z pań i panów sędziów użył nieparlamentarnego słowa i udało się to usłużnym poddanym prezesa nagrać?

To są wszystko oczywiste kłamstwa i manipulacje. Nastawione na efekt polityczny i osłabienie oporu społecznego wobec upartyjnienia sądów. W końcu w PRL-u, kiedy wychowywało się wielu przywódców partii rządzącej, sądy były podporządkowane partii i nikomu to nie przeszkadzało.

Ale te wszystkie drobne kłamstwa i manipulacje przysłaniają wielkie kłamstwo PiS-u w sprawie wymiaru sprawiedliwości. Zagłuszają zdanie, które przemyka się bez komentarza i wsącza do świadomości. Otóż politycy partii (skoro wracamy do systemu PRL-u, nie trzeba dodawać nazwy ani innych określeń) powtarzają z lubością, że to ostatni obszar (sądownictwo), który nie był reformowany po przemianach 1989 roku. To, choć w sposób oczywisty sprzeczne z faktami, doskonale trafia w potrzebę racjonalizacji ze strony obywateli, którym nie starcza sił, żeby zweryfikować fakty i poznać prawdę.

Przypomnijmy zatem – w 1989 roku w trakcie obrad Okrągłego Stołu, w których uczestniczyli Lech i Jarosław Kaczyńscy – uzgodniono reformę sądownictwa w oparciu między innymi o projekty przygotowane przez ekspertów Solidarności w latach 1980-1981. Przewodniczącym podzespołu do spraw Reformy Prawa i Sądów ze strony opozycyjnej był Adam Strzembosz. Ten sam Adam Strzembosz, którego partia braci Kaczyńskich – Porozumienie Centrum – poparła w 1995 roku jako kandydata w wyborach prezydenckich.

W ramach tej reformy postanowiono zapewnić sądom niezależność a sędziom niezawisłość. Między innymi temu miało służyć powołanie Krajowej Rady Sądownictwa. Niezależnego ciała złożonego w dużej mierze z sędziów (choć i politycy weszli w jego skład), które miało bronić wymiaru sprawiedliwości przed politycznymi naciskami. Wtedy się udało. Później jako jeden z ważniejszych projektów w Ministerstwie Sprawiedliwości toczył się proces weryfikacji sędziów, którzy w czasach wcześniejszych chętnie wydawali wyroki na polecenie polityczne. Proces, który w sposób spokojny i uporządkowany toczył się aż do czasu, kiedy to w czerwcu 2000 roku Lech Kaczyński objął funkcję Ministra Sprawiedliwości. Pytany wtedy, dlaczego zaprzestano oczyszczanie sądownictwa z (jak by się to dzisiaj powiedziało) PRL-owskich złogów, odpowiadał, że leży to w gestii trzech urzędniczek, które nie bardzo chcą się tym zajmować.

Kiedy PiS doszedł do władzy w 2005, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości został sędzia Andrzej Kryże, który w 1980 roku skazał między innymi Andrzeja Czumę i Bronisława Komorowskiego za obchodzenie Święta Niepodległości 11 listopada 1979 roku. Dzisiaj, kiedy PiS ponownie doszedł do władzy, twarzą „reform” sądownictwa i trybunałów stał się Stanisław Piotrowicz. Prokurator z czasów PRL-u, członek gremiów kierowniczych PZPR na Podkarpaciu, kierownik szkolenia partyjnego i społeczny inspektor pracy, odznaczony w 1984 roku Brązowym Krzyżem Zasługi.

Podsumujmy.

„Prawo i Sprawiedliwość” zapomniało, że jego prominentni członkowie i założyciele brali aktywny udział lub wspierali reformowanie wymiaru sprawiedliwości w trakcie i po przemianach 1989 roku. Złogami PRL-owskimi określa tych, których w czasach wolnej Polski zweryfikowano i potwierdzono ich uczciwość. A do kierowania wymiarem sprawiedliwości i do jego reformowania kieruje ludzi, którzy w poprzedniej epoce wykazali się uległością wobec partyjnych nakazów i zaleceń. Ta obrzydliwa manipulacja oczywiście nie mogłaby dać pozytywnych efektów bez silnego wsparcia posłusznych mediów i wielkich pieniędzy wydawanych na antysędziowską kampanię kłamstw i oszczerstw. Trudno się zatem dziwić, że Polska Fundacja Narodowa złożyła już w Krajowym Rejestrze Sądowym wniosek o zmianę statutu, w którym w szczególności zmieniono całkowicie cele funkcjonowania fundacji. Pytanie tylko, co się stanie z wpłatami spółek Skarbu Państwa na rzecz fundacji. Czy zmiana celów nie powoduje, że wpłaty powinny zostać anulowane? Przecież jeżeli np. PZU wpłaciło kilka milionów złotych na promocję Polski za granicą, to mogło liczyć na nowych klientów i poszerzenie rynku. Skoro jednak pieniądze zostały wydane niezgodnie z przeznaczeniem, na szkalowanie Polski, to efekty mogą być całkowicie odwrotne. Podobnie z innymi firmami.

To kłamstwo i te przekręty na pewno z czasem zostaną rozliczone. Sprzeniewierzenie przez partyjnych managerów i przez polityków milionów złotych z publicznej kasy nie może zostać zapomniane. Tylko… że to będzie kiedyś. A dzisiaj te pieniądze służą niszczeniu Polski. Pomagają ją przekształcić w dyktaturę, w system monopartyjny. Czy będziemy siedzieć cicho?
Trwa ładowanie komentarzy...