O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu, gdzie można wesprzeć wydanie książki Buntownik, której jestem współautorem.

Bez żadnego trybu – turniej o puchar prezesa

Ktoś powie, że to genialna strategia? Mnie raczej przypomina grę w trzy karty. Jak odwrócić uwagę publiczności żeby nie zauważyła, co się naprawdę dzieje. Zaskakuje, że drobny cwaniaczek umie tak skutecznie manipulować całą publicznością z aktywnym udziałem mediów. A wszystko w rytm disco-polo nadawanego przez telewizję „narodową”.

W grudniu 2016 prezes Kaczyński ogłosił swoją koncepcję „uporządkowania opozycji”. Jak wiadomo, prezes zajmuje się porządkowaniem wszystkich obszarów w Polsce, więc i nie zaskoczyła nikogo specjalnie propozycja sformalizowania pozycji „lidera opozycji” oraz nadania osobie na tej pozycji odpowiedniego statusu. Pomysł na tyle kuriozalny, że nie zasługiwałby na uwagę opinii publicznej. A jednak…

Nikt oficjalnie sprawą się nie zajmuje. Nikt nie rozważa stanowiska, kompetencji z nim związanych, sposobu wyłaniania czy w ogóle sensowności pomysłu. A jednak i media, i zwykli obywatele ruszyli w Polskę w poszukiwaniu odpowiedniej osoby. Dyskusje, kto przyjedzie na białym koniu i nas wyzwoli spod wrogiej okupacji trwają. W latach czterdziestych przywoływano generała Andersa. Dzisiaj osoba jeszcze nie jest znana. Turniej trwa!

Oczywiście niektórzy z wymienianych kandydatów, kiedy poczują zapach krwi, łapią wiatr w żagle i ruszają w szranki. W końcu status formalnego lidera większości społeczeństwa to kusząca perspektywa. Kandydaci czują się jak rycerze w turnieju o pół królestwa i rękę królewny. Stroszą pióra, przypinają szarfy, mobilizują giermków i białogłowy, którzy się za nimi wstawią, podadzą kopię i dodadzą pewności siebie.

Smutne.

Mało kto widzi, że to nie rycerski turniej, a wyścigi chartów. A prezes wypuścił sztucznego królika i setnie się bawi obserwując, jak zawodnicy wydłużają krok, wyciągają szyje, próbują podstawić konkurentom nogę czy chociaż grudką darni rzucić w oczy… byle pierwszemu dobiec do mety. I dostać z rąk prezesa puchar.

To dobrze, że „zawodnicy” się skoncentrowali na gonieniu króliczka. To dobrze, że publiczność interesuje się wyłącznie torem tych wyścigów. Dzięki temu prezes może robić swoje. Zwiększać swoje wpływy. Zajmować kolejne obszary. I poszerzać władzę.

Chiński teatr cieni. Prezes pociąga za sznurki. Porusza kukiełkami. A widownia klaszcze. No, może nie wszyscy. Ale ci, którzy badają opinię wiedzą kogo pytać, żeby dostać odpowiedzi, których prezes oczekuje. Po co pytać w miastach, skoro mniejsze miejscowości mają lepsze odpowiedzi?

Dopóki chartom będzie się wydawało, że są rycerzami, najważniejszą postacią opozycji będzie mechaniczny króliczek napędzany przez prezesa. A dopóki nie zabraknie chleba, igrzyska będą się toczyć bez zakłóceń.

Ktoś powie, że to genialna strategia? Mnie raczej przypomina grę w trzy karty. Jak odwrócić uwagę publiczności żeby nie zauważyła, co się naprawdę dzieje. Zaskakuje, że drobny cwaniaczek umie tak skutecznie manipulować całą publicznością z aktywnym udziałem mediów. A wszystko w rytm disco-polo nadawanego przez telewizję „narodową”.

Kurtyna!
Trwa ładowanie komentarzy...