O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu, gdzie można wesprzeć wydanie książki Buntownik, której jestem współautorem.

Bez żadnego trybu – media wolne czy powolne?

https://twitter.com/WitoldGlowacki/status/907516898191007750
Od kilkunastu dni wszyscy w Polsce wiedzą, że tzw. Polska Fundacja Narodowa za pieniądze ze spółek państwowych prowadzi wielką kampanię propagandową dla partii rządzącej. Wiedzą też, że tę kampanię realizują przyjaciele rządzących. A zatem mamy do czynienia nie tylko z użyciem pieniędzy państwowych dla celów partyjnych, ale i z wykorzystaniem pozycji politycznej dla celów biznesowych.

Kto osobiście na tym zarobi? A kto odniesie korzyści polityczne? To dla mnie mniej istotne, bo tych ludzi nigdy nie uważałem za ważnych. Nawet, kiedy mają wpływy i możliwości.

Dla mnie zdecydowanie ważniejsze jest kto na tym straci. Już wiemy, że stracą na tym Polki i Polacy. My wszyscy. Bo pieniądze – znaczące pieniądze – z przedsiębiorstw państwowych można było wypłacić jako dywidendy i wesprzeć budżet państwa, a przez to na przykład program 500+ albo Mieszkanie+. Albo można ich było nie wypłacać ze spółek państwowych i pozwolić im przez to taniej świadczyć usługi. Na przykład nieco taniej sprzedawać paliwa na stacjach benzynowych (Orlen, Lotos) czy ubezpieczenia domów, pojazdów, podróży (PZU) i tak dalej. Tak. To my wszyscy zapłacimy za tę kampanię.

Zapłacimy również swoim życiem i losami za skutki tej kampanii. Bo oprócz kosztów samej reformy sądownictwa, będziemy ponosić koszty życia w państwie z upolitycznionymi sądami, bez niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów – a zatem bez gwarancji przestrzegania naszych praw podstawowych. Naszych. Każdego z nas. Obywateli i obywatelek. Polek i Polaków.

A zatem wiemy, kto skorzysta i wiemy kto zapłaci. Prosty mechanizm i jednoznaczne przepływy korzyści — zarówno politycznych jak i finansowych. A jednak jest jeszcze jeden element pośredni. Kampania oprócz autorów i odbiorców potrzebuje jeszcze nośników. Nośnikiem kampanii są media.

Oczywiście media propartyjne i jawnie wspierające rodzącą się dyktaturę kampanię nagłośnią. A co zrobić z mediami, które chciałyby uchodzić za wolne, a jednak włączyły się w to czysto propagandowe, antydemokratyczne i antyobywatelskie przedsięwzięcie? Czy media prywatne są zwolnione z odpowiedzialności za przekaz?

Z ogromną przykrością odnotowałem, że niektóre media uznawane dotychczas za niezależne przyjęły reklamy Polskiej Fundacji Narodowej. Czy nie stawiają się w roli podobnej, jak IBM w czasach II WŚ, kiedy sprzedawał technologie służące zarządzaniu hitlerowskimi obozami koncentracyjnymi? Albo jak Google, który w Chinach żeby dostać dostęp do rynku zgodził się wprowadzić cenzurę wyników wyszukiwań?
To już nie jest akcja informacyjna czy znienawidzony PR, to czysta propaganda, a zbliżamy się do prania mózgów.

Dzisiaj takie porównania uważamy za przerysowane i gubiące proporcje. Gdzie reformie sądów w Polsce do obozów koncentracyjnych w III Rzeszy. Ale przecież w 1933 obozy nie były jeszcze tak powszechne, a propaganda działała pełną parą. Od czegoś trzeba było zacząć. Propaganda uprawiana w Polsce przez partię rządzącą, dla szyderstwa noszącą nazwę „Prawo i Sprawiedliwość”, to też tylko początek. Ale już reforma sądów – z niezawisłych na partyjne – może być krokiem w stronę władzy totalnej.

Zapewne poddawane coraz silniejszej presji media prywatne nie są w stanie powstrzymać dewastacji demokracji w Polsce. Ale czy sądzą, że ich udział w przemyśle propagandy i pogardy pozwoli im utrzymać pozycję? Nie można być trochę w ciąży. Nie można stać po stronie wartości i jednocześnie czerpać zysków z ich łamania. Oczywiście, nie należy osądzać po jednym wydarzeniu. Nie wolno wydawać wyroków bez poznania sytuacji. Ale oglądanie telewizji, w której jestem zmuszony do słuchania tej podłej propagandy przeciwko sądom i sędziom, nie podoba mi się. Wierzę, że nie tylko mnie.

Nie namawiam do bojkotu. Nie teraz. Apeluję do tych, którzy mają wpływ na media prywatne. Którzy podejmują decyzje i mają wpływ. Zdecydujcie się. Albo chcecie być mediami wolnymi albo ogrzać się przy rodzącej się dyktaturze. Kiedy się stoi okrakiem łatwo stracić to, co najważniejsze. W waszym przypadku – wiarygodność.

(grafika w nagłówku tej notatki to prawdziwa reklama opublikowana w ramach kampanii Sprawiedliwe Sądy zdjęta po tym, jak zareagowali internauci)
Trwa ładowanie komentarzy...