O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Współtworzę nowy serwis publicystyczny dostępy pod adresem http://NaCzatach.pl

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu, gdzie można wesprzeć wydanie książki Buntownik, której jestem współautorem.

Marzenie o siedmiomilowych butach

http://jegostrona.pl/extreme/artykuly/354227,poweriser-siedmiomilowe-buty-wybij-sie-z-tlumu.html
Okazuje się, że kiedy mówiliśmy na początku o demokracji, różnie ją rozumieliśmy. Dzisiaj widać to szczególnie wyraźnie. Jednym chodziło o demokrację. Innym o dyktaturę, tylko naszą. Jeszcze innym o wylansowanie się lub załatwienie sobie dobrych miejsc na jakichś listach do jakichś wyborów. Żeby się załapać.

Kiedy zaczynaliśmy nasz ruch sprzeciwu – w listopadzie i grudniu 2015 roku – mówiłem wielokrotnie o tym, ze trzeba się szykować na długą drogę. Nie z powodu wyjątkowej przenikliwości, lecz z powodu pobieżnej znajomości historii oraz praw fizyki. Nie wierzę w drogi na skróty. Nie wierzę w magiczne rozwiązania. Nie wierzę w rycerza na białym koniu.

Coraz częściej widzę oczekiwanie od kolejnych grup społecznych czy autorytetów, że trzeba tylko wymyślić jakiś magiczny sposób, uruchomić go i już znowu wszyscy będą młodzi, piękni, zdrowi i bogaci. A przez to na pewno też szczęśliwi. Poszukiwanie jakiejś współczesnej bomby atomowej. Się zrzuca i problemy znikają.

Milton Friedman sformułował myśl, że nie ma darmowych obiadów. Fizyka mówi, że perpetuum mobile jest jedynie nieosiągalnym marzeniem. A jednak marzenie o Świętym Graalu wciąż w wielu z nas pokutuje. Żeby obejść zasady rządzące światem od początku. Żeby przyspieszyć, oszukać, zmanipulować. I mało kto nawet dopuszcza do siebie myśl, że David Copperfield swoje przedstawienia urządza dzięki perfekcyjnej znajomości praw fizyki oraz psychologii a nie dzięki nadzwyczajnym mocom.

Okazuje się, że kiedy mówiliśmy na początku o demokracji, różnie ją rozumieliśmy. Dzisiaj widać to szczególnie wyraźnie. Jednym chodziło o demokrację. Innym o dyktaturę, tylko naszą. Jeszcze innym o wylansowanie się lub załatwienie sobie dobrych miejsc na jakichś listach do jakichś wyborów. Żeby się załapać.

W Hamburgu po zamieszkach wywołanych przez przestępców podszywających się pod ludzi idei społeczeństwo obywatelskie wyszło na ulice w akcie odpowiedzialności żeby posprzątać wspólną przestrzeń. W Warszawie, kiedy tej haniebnej nocy skończyła się demonstracja pod Senatem, wiele osób wzięło się za sprzątanie okolicy ze śmieci, które w naturalny sposób musiały się tam pojawić.

A inni, poszukiwacze przygód, postanowili terroryzować sporą część centrum miasta. Mogę zrozumieć czym się kierują ludzie, którzy czują potrzebę bezpośredniego zwarcia z przeciwnikami politycznymi, zablokować ich, nie wypuścić, upokorzyć. Nie podzielam tych motywacji ani nie pochwalam metod działania. Ale umiem zrozumieć. Ale tępej, bezmyślnej, rozdzielanej szeroko bez jakiejkolwiek różnicy na wszystkich współobywateli agresji nie rozumiem. Widziałem wczoraj tłuszczę blokującą na ulicy ludzi, z którymi przed chwilą wspólnie demonstrowała. Jedni z demonstracji chcieli wrócić do domu, inni postanowili ich zmusić do wspólnego terroryzowania współobywateli.

To, że uszkodzili mój motocykl (jedyny środek transportu dostępny mi na co dzień), bo musiałem ustąpić miejsca karetce na sygnale, to tylko objaw głupoty. Mogli nie wiedzieć, że motocykle zazwyczaj nie mają wstecznego biegu, a cofanie się w tłumie jest po prostu niebezpieczne dla otoczenia. Ale to, że wielu demonstrujących nie mogło się wydostać, żeby wrócić do domu po ciężkiej pracy na przykład dla bezpieczeństwa w czasie demonstracji, to już zwykła chuliganeria. Sam widziałem – stał pod blokadą obok mnie – człowieka, który przez wiele godzin ciężko pracował w straży zgromadzenia. A kiedy po zakończonej demonstracji chciał po prostu odjechać, nie był w stanie.

Nie da się walczyć o prawdziwe wartości terrorem. Demokracja to debata. Demokracja to wzajemny szacunek. Demokracja to szczególna troska o słabszych i o mniejszości. Przemoc i agresja nie mogą być podnoszone do rangi obowiązujących norm. Muszą być zawsze piętnowane i nazywane po imieniu – nieważne, czy pochodzą od obcych, czy od naszych.

Kiedy stałem wczoraj 15 godzin bez przerwy pod płotem Senatu, czułem wspólnotę z ludźmi, którzy byli wokoło. Ale kiedy wyjeżdżałem, poczułem, że chyba były tam dwie demonstracje. Tylko przez pomyłkę zebrały się w jednym miejscu. Jedna – w obronie demokracji, trójpodziału władzy, wolnych sądów. Druga – żeby pokazać wkurzenie i złość. Żeby okazać swoją wyższość i pogardę dla wszystkich, którzy różnią się chociaż minimalnie. Aż dziw, że nie chodzili po okolicznych domach, nie wyważali drzwi i nie wybijali szyb, żeby domagać się od mieszkańców udziału w ich akcji terroryzowania ludzi.

Nie ma drogi na skróty. Nie ma siedmiomilowych butów. Jan Brzechwa już dawno napisał, chociaż w języku dla dzieci, czym się kończy marzenie o natychmiastowym osiąganiu celów. Pamiętacie, co na koniec zrobił Michał, posiadacz magicznego obuwia?

Od końca 2015 roku wiele się nauczyliśmy. Zebraliśmy dużo doświadczeń. I chyba właśnie ten czas i te doświadczenia pozwalają nam z tym większą mocą i przekonaniem powiedzieć dzisiaj, że czeka nas długa droga. Że nikt nie odrobi za nas zapomnianych lekcji. I że ostateczny sukces, na który jesteśmy skazani, musi poprzedzić ciężka praca. Pot i łzy. Oby nie krew.
Trwa ładowanie komentarzy...