O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Współtworzę nowy serwis publicystyczny dostępy pod adresem http://NaCzatach.pl

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu, gdzie można wesprzeć wydanie książki Buntownik, której jestem współautorem.

PiS się boi!

grafika (c) Małgorzata Michalska
Dyktaturka PiS degeneruje się wielokrotnie szybciej, niż system PRL-u. Zaledwie dwa lata zajęło im dojście do takiej śmieszności. Można by się cieszyć, bo to oczywiste oznaki końca formacji politycznej. Nie ulega żadnej wątpliwości, że PiS się boi, a to zawsze jest zwiastunem końca. Jednak... trzeba pamiętać, że pies, który się boi, gryzie najdotkliwiej. Walczy o życie.

Wróciłem właśnie ze spotkania w Częstochowie. Na ulicy rozmawialiśmy z przechodniami, rozdawaliśmy ulotki, słuchaliśmy muzyki – głównie wspaniałych utworów KOD Kapeli. Przyjechał też motoKOD. Przyjechali z Radomia, gdzie wcześniej uczestniczyli w spotkaniu

W drodze z Radomia do Częstochowy przejeżdżali przez Przysuchę. W 6 motocykli. Kilka kilometrów przed Przysuchą minęli jadący z naprzeciwka radiowóz i dwóch policjantów na motocyklach. Jakież było ich zdziwienie, kiedy ten „oddział” zawrócił, wyprzedził ich i zatrzymał. A następnie kazał jechać za radiowozem. Motocykliści pilnowali ich od tyłu. Nie dali sobie wytłumaczyć, że kolumna 6 motocykli ma zaraz skręcić i jechać do Częstochowy. Zostali odeskortowani na duży parking, gdzie było kilkudziesięciu policjantów. Dowiedzieli się, że nie wolno im wjechać do centrum miasta. Musieli obiecać. Dopiero po solennych zapewnieniach mogli ruszyć w dalszą drogę. Zostali dokładnie sfilmowani przez policjantów. Ciekawy epizod.

Później dowiedzieliśmy się również, że jeden z kolegów, który samodzielnie motocyklem chciał przejechać przez to miasto, żeby zobaczyć, jak wygląda święto partyjne w wykonaniu partii rządzącej, został zawrócony.

Skąd taka ochrona Przysuchy? Ano... prezes Kaczyński chciał przemawiać spokojnie, żeby mu nikt nie przeszkadzał. Więc zamknął miasto.

To układa się w spójną całość z innymi wydarzeniami ostatnich tygodni.

Trzy tygodnie temu – 10 czerwca – kilkuset uczestników miesięcznicy smoleńskiej było ochranianych przez prawie dwa tysiące (dokładnie 1891, o ile pamiętam) policjantów.

Tydzień temu kilkuset manifestantów, którzy chcieli uczcić pamięć ofiar wydarzeń czerwcowych Radom ’76 zostało zaatakowanych przez niewielką grupę chuliganów. Policji nie było. Patrol Straży Miejskiej, kiedy zobaczył, co się dzieje, wsiadł w samochód i odjechał. Dzisiaj, kiedy uczestnicy manifestacji sprzed tygodnia spotkali się ponownie, zostali przywitani przez ogromne siły policji. Czyli jest Policja w Radomiu. A jednak wtedy, kiedy było zgłoszone zgromadzenie o podwyższonym ryzyku, się nie pojawiła...

Wczoraj Karol Guzikiewicz ze stoczniowej Solidarności zapowiedział, że aktyw robotniczy wyniesie Lecha Wałęsę z Krakowskiego Przedmieścia 10 lipca.

Wszystko to kojarzy się całkowicie jednoznacznie każdemu, kto pamięta PRL.
— Aktyw robotniczy zorganizowany w ORMO uspokoi awanturników.
— Nieznani sprawcy pobili ekstremistów.
— Miasto zamknięte i odmalowane krawężniki w związku z gospodarską wizytą i partyjnym plenum.
— Więcej funkcjonariuszy niż idących w orszaku umiłowanego przywódcy narodu, żeby go ochronić przed wyrazami wdzięczności ze strony obywateli.


Dyktaturka PiS degeneruje się wielokrotnie szybciej, niż system PRL-u. Zaledwie dwa lata zajęło im dojście do takiej śmieszności. Można by się cieszyć, bo to oczywiste oznaki końca formacji politycznej. Nie ulega żadnej wątpliwości, że PiS się boi, a to zawsze jest zwiastunem końca. Jednak... trzeba pamiętać, że pies, który się boi, gryzie najdotkliwiej. Walczy o życie. Zanim PRL upadł nastąpił stan wojenny. Wielu ludzi zginęło za poglądy, za przywiązanie do wolności, za Polskę.

Co nam zgotuje PiS, żeby wyraziściej podkreślić swój upadek? Żeby wpisać się na zawsze na kartach hańby historii Polski?

Tego nie wiemy. Wiemy, że od nas zależy, co my zrobimy. Trzeba konsekwentnie i zdecydowanie wywierać presję na autorytarną władzę. Ale też pamiętać o odpowiedzialności. Odpowiedzialności za tych obywateli, którzy stoją po jednej i po drugiej stronie podziału. Bardzo łatwo doprowadzić do tragedii. I nie da się jej nigdy unieważnić.

I jeszcze o jednym pamiętajmy – niezależnie od tego, jak i kiedy dojdzie do przesilenia i obywatele odzyskają Państwo Polskie, żeby odbudowywać demokrację, będziemy musieli żyć razem. Jesteśmy ze sobą związani historią, wspólnotą losów i przyszłością. Jeżeli My, Naród – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej Polskiej – nie będziemy ze sobą rozmawiać i nie będziemy się szanować, to nie odbudujemy prawdziwej demokracji i nie odzyskamy wolności dla wszystkich.

Kiedy spotkamy się 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu pamiętajmy, że nie każdy może ryzykować codziennością swoich bliskich. Nie każdy może otwarcie stanąć i zademonstrować publicznie swoje sympatie. I nie każdy może się wyswobodzić ze społecznych relacji. Spróbujmy zrozumieć każdego i każdego szanować. Nieważne, czy siedzi na ulicy, czy stoi obok z białą różą, czy maszeruje za prezesem czy został w domu. Każdy ma prawo do własnych wyborów i własnych postaw.

Trzeba jednak docenić postawy godne, profesjonalne i zdecydowane. W czwartek wysłuchaliśmy w Suwałkach wyrok i uzasadnienie wyroku w sprawie dotyczącej wiecu wyborczego pani Anny Marii Anders. Wyrok oczywisty raczej – pełne uniewinnienie wszystkich obwinionych. Ale uzasadnienie wygłoszone przez sędziego Piotra Taraszkiewicza trafi zapewne do podręczników. W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej sędzia odwołał się do praw człowieka, międzynarodowych konwencji i Konstytucji RP. Odniósł się w uzasadnieniu do wszystkich aspektów sprawy i wszystkich dowodów oraz zeznań. Publiczność, mimo konieczności uhonorowania powagi miejsca i okoliczności, co chwilę wydawała z siebie szmer podziwu a na koniec podziękowała Sądowi Rejonowemu w Suwałkach owacją na stojąco.

Sądzę, że również takich niezawisłych sądów i samodzielnych sędziów boi się partia rządząca. Zapewne słusznie, bo nie można po raz kolejny pobłażliwie odpuścić wszystkich aktów łamania prawa rządzącym. To deprawuje.
Trwa ładowanie komentarzy...