Głosowałbym na pana, ale...

http://www.worldatlas.com/articles/20-countries-where-bribery-in-business-is-common-practice.html
Jeżeli znajdziecie lepszego kandydata, drogie KODerki i KODerzy, będę Wam wdzięczny. W konkurencji i debacie wytwarza się prawdziwa wartość.

Zawsze jest jakieś „ale”

Kiedy Jacek Kuroń w 1995 roku kandydował na Prezydenta RP, w pierwszej turze zajął trzecie miejsce z wynikiem 9,2%. Dlaczego tak niski wynik, skoro w sierpniu 1995 roku Jacek Kuroń był na pierwszym miejscu w rankingu zaufania do polityków z wynikiem zaufania równo 70% a nieufności tylko 14%?

Udało się wytworzyć przekonanie, że ten kandydat nie może wygrać. Kiedy spotykał się z wyborcami, najczęściej słyszał „głosowałabym na Pana, ale Pan nie ma szans wygrać” ... Ponieważ wielu uważało, że mimo powszechnej sympatii i zaufania nie ma szans wygrać, to też mało kto chciał się zaangażować w kampanię wyborczą. Nikt nie lubi przegrywać.

Nieoczekiwane zainteresowanie elit

Od kilku tygodni regularnie jestem zapraszany przez znajomych, bliższych lub dalszych, często nawet takich z dzieciństwa, na spotkania, obiady, rozmowy, kawę. To nagłe zainteresowanie zaskoczyło mnie z początku, ale jako osoba otwarta i kulturalna uważałem, że trzeba pójść i porozmawiać. Wysłuchać. Na pewno mają coś ważnego do powiedzenia. No i wszystkie te osoby to przedstawiciele „salonu”. Takich podobno dobrze mieć po swojej stronie. Często jeszcze z piękną kartą opozycyjną albo z publicznymi zasługami w III RP. W większości nie członkowie KOD-u. Bo nie mogą ze względu na pracę, na plany polityczne, na wizerunek niezależnego eksperta...

Dopiero po chyba piątym czy szóstym taki spotkaniu zauważyłem, że to jest jakiś skoordynowany plan. Bo każdy z zapraszających mówi o tym samym. Moją czujność uśpiło to, że z każdym miałem wcześniej jakieś relacje. I każdy jest osobą wyjątkową, więc do celu zmierzał innymi torami. Ale okazało się, że cel jest wspólny.

Oni wszyscy – obrońcy demokracji, sympatycy KOD-u, gorący patrioci – próbowali mnie przekonać, żebym zrezygnował z udziału w wyborach na Przewodniczącego KOD-u.

Jakie były argumenty? Tutaj zaczyna się prawdziwy spektakl pomysłowości:
• bo trudno ci będzie działać w tak nieżyczliwym otoczeniu,
• bo łatwiej ci będzie zbudować swój sukces na rezygnacji,
• bo jak zrezygnujesz, to będziesz mógł się skoncentrować na pracy dla Mazowsza,
• bo możesz budować coś od nowa na swoim poparciu, po co ci te walki w KOD-zie,
• bo trzeba się wykazać pokorą,
• bo nawet jak wygrasz, to staniesz na czele KOD-u podzielonego i trudno ci będzie go połączyć,
• bo twojej rodzinie będzie trudno z tak zmasowanym atakiem,
• bo szkoda twojego ojca, matki, stryja, dzieci,
• bo zwiększysz swoją wiarygodność i uzyskasz większe poparcie, jak się okaże, że jesteś niewinny.

Ile jest warta demokracja?

Muszę się przyznać nawet, że usłyszałem, nie całkiem wprost, sugestię, że jest wiele osób, które chętnie pomogą mi w rozwiązaniu moich problemów z zadłużeniem alimentacyjnym, jeżeli tylko zrezygnuję z kandydowania. Przyznam się, że poczułem się dziwnie. Nie miałem dotąd styczności ze zjawiskiem korupcji politycznej, a przecież czym jest taka propozycja, jak nie właśnie korupcją? Oferta korzyści osobistych (materialnych wręcz) w zamian za zmianę decyzji politycznej.

Jak interpretuję te starania i zabiegi?

Po pierwsze jestem wdzięczny. Trudno o lepszą ocenę moich szans w wyborach na Przewodniczącego Zarządu Głównego Komitetu Obrony Demokracji. Gdyby uważali, że nie wygram wyborów, to by nie próbowali mnie usunąć przed wyborami. Przecież nikt nie wkłada tyle wysiłku i zaangażowania w coś, co i tak musi się nieuchronnie wydarzyć.

Po drugie jestem zaskoczony. Uczestniczę w budowaniu KOD-u ze sporym zaangażowaniem od półtora roku. Skąd pomysł, że nagle, za namową kilku czy kilkunastu osób spoza KOD-u, po prostu się odwrócę, zrezygnuję, wycofam. Czy mógłbym zaprzeczyć sensowi naszej wspólnej pracy przez ten czas? Czy gdyby Wam – KODerkom i KODerom – ktoś dzisiaj zaproponował, że opłaci Wam mieszkanie za rok z góry albo że da lepszą pracę, jeżeli się wycofacie z KOD-u i przestaniecie angażować i popierać – posłuchalibyście?

Po trzecie jestem wzruszony. Wzruszony troską o moje prywatne życie i stan emocjonalny mojej rodziny. Na pewno przydałaby się przez cały 2016 rok. Na pewno przydałaby się w pierwszym kwartale bieżącego roku. Wtedy było nam naprawdę trudno i wtedy Was nie było. Ale dzisiaj, kiedy już sobie to wszystko jakoś poukładaliśmy, nauczyliśmy się żyć w nowych realiach, pogodziliśmy z wszechobecnym hejtem i agresją, nauczyliśmy nie reagować na zaczepki na ulicach i wyzwiska w sieci – dzisiaj dajemy radę. Wzruszająca jest Wasza troska. Ale trochę spóźniona.

Po czwarte i najważniejsze. KOD jest ważny, silny i potrzebny! No bo przecież kto by się interesował wyborami w jakiejś nieważnej, niszowej, marginalnej organizacji? A tu szerokie elity i salony ruszyły do boju...

A co jest w tym wszystkim najgorsze?

Nikt w tych rozmowach nie zająknął się o tym, co będzie dobre dla KOD-u. To wygląda jak polityka rozgrywana wokół personaliów, ale bez perspektywy i celu. Ważniejsze, kto zajmie stanowisko, niż to, co tam zrobi. Przerażające!

Jest jedna jaskółka. Nie z ostatnich tygodni, ale wierzę, że nadal aktualna. Chyba w marcu albo na początku kwietnia rozmawiałem z wybitnym redaktorem, z opozycyjną kartą, współkierującym wielkim dziennikiem, zaangażowanym w tworzenie KOD-u. I wtedy on powiedział mi – wiesz, powinieneś w zasadzie po tych wyjaśnieniach na chwilę się gdzieś schować. Tylko co się stanie z KOD-em? Nie ma dobrego kandydata na Twoje miejsce. To naprawdę trudna sytuacja...

Nie powstrzymacie mnie

Dla Was wszystkich, przedstawicieli salonu i elit, intelektualnych, politycznych i biznesowych, dla tych, którzy też chcieliby z zewnątrz sterować KOD-em mam jedną ważną wiadomość. KODerki i KODerzy to mądrzy ludzie. Umieją sami wybrać co jest dla nich dobre. A że są przesiąknięci troską o Polskę, to i dla Polski umieją wybrać dobrze. Nie dam się namówić, żeby odebrać prawo głosu tym, którzy z wysiłkiem i poświeceniem od miesięcy walczą o demokrację. Nie pozwolę, żeby – jak to miało miejsce w jednym z Regionów – na karcie do głosowania było tylko jedno nazwisko i to bez kwadracika „przeciw”, żeby wybory były hucpą i ustawką.

Kandyduję. Dla Polski, dla KOD-u, dla nas wszystkich. Mam dobry program, mam doświadczenie, mam poparcie i wiem, co z tym wszystkim zrobić. Jeżeli znajdziecie lepszego kandydata, drogie KODerki i KODerzy, będę Wam wdzięczny. W konkurencji i debacie wytwarza się prawdziwa wartość. A mój program – program Polski społecznej – właśnie w tym kierunku zmierza. Żeby w Polsce wybierali wyborcy – świadomi obywatele – a nie uczestnicy zakulisowych rozgrywek, ustawek i układzików. Oczywiście rozumiem, jak działa polityka. Ale KOD jest na innym poziomie niż partie i nie powinien się kierować metodami partyjnymi. My walczymy o wartości, nie o udział w sprawowaniu władzy. Partie mają swoją rolę do spełnienia a KOD ma swoją. I dla każdej roli trzeba znaleźć właściwe środki. Wierzę, że wszyscy to zrozumieją i skończą się wreszcie próby przekształcania KOD-u w partyjny aparat!
Trwa ładowanie komentarzy...