O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój blog pod adresem http://mateuszkijowski.naczatach.pl/, gdzie znajdziecie Państwo wszystkie niemal moje publikacje od 2012 roku.

Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Współtworzę nowy serwis publicystyczny dostępy pod adresem http://NaCzatach.pl

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu, gdzie można wesprzeć wydanie książki Buntownik, której jestem współautorem.

Nieważne status quo, ważne quo vadis... [list do Krzysztofa Łozińskiego]

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ouroboros-simple.svg
Uroboros – wąż, który zjada własny ogon. Czymże innym jest organizacja, która zajmuje się sobą samą? Czy istnienie po to, żeby istnieć, może być treścią życia? Celem działania? Ideą porywającą tłumy?

Drogi Krzysztofie!

Z wielkim smutkiem przeczytałem wywiad z Tobą na portalu naTemat.pl. Trzy aspekty są tak naprawdę istotne:

1. Status quo, czyli stan obecny.
2. Twarz, gęba czy maska.
3. Quo vadis, czyli co dalej.

1. Status quo

W listopadzie 2015 roku napisałeś swój kolejny artykuł dla Studia Opinii. Ja założyłem grupę na Facebooku. A ludzie założyli KOD. Dziesiątki tysięcy ludzi, którzy się wtedy rzucili do pracy, zorganizowali pikiety i marsze, wytworzyli infrastrukturę, zebrali pieniądze i sfinansowali konieczne działania – to był Komitet Obrony Demokracji. Idea przez Ciebie zarysowana a przeze mnie przeniesiona w świat mediów społecznościowych, wyprowadziła nas wszystkich na ulice.

Bądźmy uczciwi – to nie my tworzyliśmy KOD. To nie my – ani Ty, ani ja –budowaliśmy wielotysięczny ruch obywatelski. Tysiące KODerek i KODerów, którzy zaangażowali w KOD dużą część swojego życia, są dzisiaj zdezorientowani. Efekt ich ciężkiej pracy staje się dzisiaj przedmiotem sporów o ojcostwo i o prawa własności. My dwaj, którzy byliśmy gośćmi na spotkaniach czy demonstracjach, nie powinniśmy sobie rościć nadmiernych praw. Czy pamiętasz jeszcze, że zakończyłeś swój artykuł słowami – „I proszę szanownego towarzystwa, nie oczekujcie, że ja to zrobię. Ja nawet nie mam fizycznych możliwości, bo raz: mieszkam za daleko od dużych miast; bo dwa: mam już tyle lat, co mam i nie te siły. To nie jest zadanie dla emerytów. A jeśli taka grupa ludzi sama, bez popychania palcem, nie umie się zebrać, to i nic nie zrobi.”?

Wielu z tych, którzy zbudowali KOD, działa na Mazowszu. To naturalne, bo to największy region, bo tu odbywają się centralne wydarzenia. Ludzi, którzy tu działają, nazwałeś moją „świtą”. Czym zasłużyli sobie na taki protekcjonalizm połączony z pogardą? Wielu z nich zrobiło dla sprawy więcej, niż my obaj razem wzięci. Codziennie są narażeni na zniewagi i obelgi ze strony zwolenników „dobrej zmiany”. Czy my musimy ich dodatkowo obrażać nazywając „cwaniakami”?

2. Twarz...

Mówisz o brzydkiej twarzy KOD-u. Ale przecież jako wytrawny publicysta i analityk nie możesz nie zauważyć, że to przyprawiana celowo gęba. Z użyciem najbardziej typowych metod PRL-owskich służb. Z wykorzystaniem mediów lub „dziennikarzy” usłużnych wobec dzisiejszej władzy.

To smutne. Ale tak to funkcjonuje. Kiedy nie wiesz, w co lub komu wierzyć, pomyśl – pro qui bono. Kto korzysta na medialnej nagonce a kto traci? Czyja twarz staje się brzydką gębą przyprawianą tysiącom członków stowarzyszenia i setkom tysięcy ludzi zgromadzonych wokół idei KOD-u?

Nie chciałbym, żeby Twoja twarz została spreparowana w formie afrykańskiej maski, za którą ukryją się nasi przeciwnicy. Ci, których jedynym celem jest wykorzystanie KOD-u dla własnej korzyści lub po prostu jego pogrzebanie. Czy jesteś w stanie temu zapobiec?

3. Quo vadis

Komitet Obrony Demokracji. Taką nazwę zaproponowałeś. I taki cel przyjęli ci, którzy KOD zaczęli budować.

Niedługo potem okazało się, że to hasło przez wielu jest zastępowane hasłem walki z PiS-em. Nawet nie odsunięciem PiS od władzy, ale właśnie walką z nim.

Dzisiaj mówisz, że Twoim celem jest odsunięcie Kijowskiego i jego świty.

Nie masz wrażenia, Krzysztofie, że to poważna dewaluacja idei? Czy już staliśmy się wężem zjadającym własny ogon? Czy nasze wewnętrzne sprawy stały się ważniejsze, niż idea, która nas zjednoczyła? Czy czas publicznych działań i aktywności się zakończył?

Wierzę, że nie o władzę chodzi w KOD-zie. Wierzę, że umiemy przywrócić słowom właściwe znaczenie a działaniom sens pierwotny. Jestem przekonany, że tylko KOD skoncentrowany na wartościach może odegrać istotną rolę w przywróceniu praworządności w Polsce. Inaczej mamy szansę stać się najbardziej znanym przykładem Uroburosa – węża zjadającego własny ogon.

A co z wyborami? To proste. Demokracja ma swoje zasady i swoje prawa. Decyzję podejmują ci, którzy mają prawo głosu. Wyniki wyborów są powszechnie szanowane. A do nas, jeżeli mamy jakikolwiek wpływ, należy, żeby doprowadzić o jak najszybszych wyborów oraz zadbać, żeby to wolny i niezależny głos wyborców wygrał, a nie zakulisowe rozgrywki, ustawianie wyników przez rozdawanie stanowisk czy wreszcie nepotyzm lub zwykła korupcja polityczna. Niech wygra ten, kto będzie mógł lepiej i efektywniej służyć organizacji i osiąganiu jej celów.

Nie jestem politykiem. Nie zabiegam o głosy. Nie buduję frakcji. Nie interesuje mnie rozdawanie mitycznych „stanowisk”. Robię, co uważam za słuszne i bardzo wierzę w sens walki o jakość państwa. Każdego dnia dziękuję za ludzi, których dane mi było poznać w tej walce – zwłaszcza za tych, którzy mnie znają.

Mateusz
Trwa ładowanie komentarzy...