O autorze
Od listopada 2015 przeżywam ciągłą rewolucję w moim życiu. Ale od zawsze starałem się żyć świadomie. I nie chodziło o jakiś New Age ani zakręt na punkcie jedzenia. Po prostu lubię myśleć o tym, co w danej chwili ważne.

Nie uznaję kompromisów z prawdą, chociaż chętnie dogaduję się z ludźmi. Uważam, że szacunek, wzajemne zrozumienie i zaufanie to podstawa w życiu. Cała reszta to mało znaczące dodatki.

Brzydzę się hejtem i mową nienawiści.


Zapraszam na mój blog pod adresem http://mateuszkijowski.naczatach.pl/, gdzie znajdziecie Państwo wszystkie niemal moje publikacje od 2012 roku.

Zapraszam na mój fanpage na Facebooku https://www.facebook.com/Kijowski.Mateusz/

Współtworzę nowy serwis publicystyczny dostępy pod adresem http://NaCzatach.pl

Zapraszam na stronę http://buntownik.eu, gdzie można wesprzeć wydanie książki Buntownik, której jestem współautorem.

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory...

Znamy się od wielu miesięcy. Zaczynaliśmy od Manifestu – ideowej deklaracji KOD-u. Znalazło się w nim chociażby takie stwierdzenie: »Chcemy, żeby w Polsce było miejsce dla wszystkich Polaków, równych wobec prawa, z ich przekonaniami, opiniami, etyką i estetyką. Nie godzimy się na zawłaszczanie państwa, dzielenie Polaków na lepszych i gorszych, pogardę dla „innego”«. Czy ci, którzy chcą nieść dzisiaj wysoko sztandar KOD-u jeszcze pamiętają te słowa?

Nie mogę oczekiwać od członków partii Razem, antyfaszystów, ONR-owców czy Młodzieży Wszechpolskiej, żeby przestrzegali Manifestu KOD-u. Oni mogą działać według swoich zasad i swoich reguł. Jeżeli chcą pisać, z kim walczą, kogo sobie nie życzą, od kogo zawsze będą osobno i dla kogo nie widzą miejsca w Polsce, dopóki nie łamią prawa, mogą.



Od członków KOD-u, a zwłaszcza członków władz KOD-u oczekiwałbym jednak szacunku dla deklaracji, która legła u podstaw naszego ruchu. To po publikacji tego Manifestu KOD urósł z kilkuset osób do kilkudziesięciu tysięcy. W ciągu dwóch dni. Czy teraz możemy odwołać tamte deklaracje?


Napisaliśmy również w naszym Manifeście „Nie ma też naszej zgody na poglądy godzące w zasady demokracji i prawa człowieka.” Czy coś może nas zwolnić z tej deklaracji? Mnie na pewno nic i nikt nie zwolni.

Okazuje się jednak, że są w Polsce ludzie, którzy nie znają (lub celowo pomijają) kontekst, historię i doświadczenie. Zachowują się jak mąż, który po pięćdziesięciu latach małżeństwa, kiedy zobaczył swoją żonę w kawiarni z młodym mężczyzną, składa wniosek rozwodowy, nie zauważywszy, że ten młody mężczyzna to ich wspólny wnuk. Oczywiście, kiedy atakują nas ludzie, którzy chcą z KOD-em konkurować, którzy mu czegoś zazdroszczą, którzy chcieliby, żeby zwolennicy KOD-u poszli za ich ideologicznymi postulatami, można zrozumieć przyczyny, choć trudno je zaakceptować lub chociaż intelektualnie przyswoić. To nie ma sensu, ale to nie nasz problem.

Radomir Szumełda, wiceprzewodniczący KOD-u od samego początku, działa w KOD-zie od pierwszego chyba dnia, był na pierwszym spotkaniu dziesięciu najaktywniejszych osób służącym ustaleniu strategii i planów działania na pierwsze dni. Dzisiaj dzieli Polaków na takich, z którymi mógłby iść i takich, z którymi na pewno nie pójdzie. Nie mówi o wartościach, o poglądach, o postawach. Mówi o ludziach. Wyklucza, dzieli i sortuje. Pisze o narodowcach, czyli o ludziach często zagubionych, którzy rozpaczliwie szukają jakiejś identyfikacji, ale nie znajdują zainteresowania ze strony środowisk innych, niż radykalnie nacjonalistyczne. Zarzuca rządzącemu obozowi działania destrukcyjne, niszczenie dorobku pokoleń Polaków. Ale jednocześnie sam robi to samo. Wszystko to napisał w swoim tekście na portalu naTemat.

Przy okazji stawia wobec mnie zarzuty oparte na niezrozumieniu moich wypowiedzi. Nie zadzwonił zapytać, o co chodziło. Nie porównał z wypowiedziami wcześniejszymi. Nie odwołał się do tego, co wcześniej wspólnie ustalaliśmy i realizowaliśmy. Wystarczyło jedno zdanie w nieprzychylnych nam mediach, w dodatku nieautoryzowane. Oczywiście, że ruch społeczny, tak szeroki jak KOD, powinien mieć wiele twarzy i wiele osób, które go w różnych sytuacjach i na różne sposoby reprezentują. Od początku niemalże zabiegamy o to, żeby więcej osób nas reprezentowało i więcej osób pełniło rolę liderów. Pojawia się zatem pytanie, dlaczego tak się nie dzieje? Dlaczego nikt nie wypracował sobie samodzielnej pozycji? A może to ja zakazuję wszystkim wypowiadania się? Zabroniłem współpracownikom udzielenia wywiadu? Pójścia do telewizji? Pisania na fejsbuku? A może pomagałem? Warto sobie przypomnieć.

Nie jestem nieomylny i nigdy nie uzurpowałem sobie prawa do tego. Umiem przeprosić, wycofać się, zmienić zdanie pod wpływem argumentów. Ale najpierw muszę je usłyszeć. Nie umiem ich zgadywać. Mam prawo do błędów, jak każdy człowiek i z pewnością je popełniam. Zwłaszcza, że od roku pracuję dość intensywnie i nie mam sztabu doradców. Ani nawet sztabiku. Nie zależy mi też na tym, żeby osoby, z którymi współpracuję, były moimi klakierami. Wprost przeciwnie. Marzę o tym, żeby usłyszeć konkretne propozycje, wymienić myśli, a nawet się konstruktywnie pokłócić. Żeby ucierały się idee i pomysły. Ale one muszą być. Nie mogę dyskutować sam ze sobą, bo to kompletnie nieproduktywne. I nie będę się domyślał, o czym mogą myśleć moi współpracownicy.

Kiedy członek Zarządu KOD-u i jego wiceprzewodniczący, Radomir Szumełda, odpowiedzialny, zgodnie z podziałem kompetencji, za organizację akcji ogłasza, że samodzielnie i bez uzgodnień z kimkolwiek nawołuje do ogólnopolskiego strajku obywatelskiego 13 grudnia, ale nie będzie to akcja KOD-u, to jest to samo w sobie dosyć kuriozalne i wskazuje na totalne zagubienie. Bo albo się działa w organizacji, albo się z nią konkuruje. Bo jak się nie uda, okaże się, że odpowiedzialny za akcje w KOD-zie nie umie, a jak się uda, to dlaczego nie zrobił tego jako KOD? No i jeszcze dwa aspekty. Co to znaczy dzisiaj ogólnopolski strajk? Kto z Państwa pracuje w przedsiębiorstwie państwowym, w którym strajk wywarłby jakąkolwiek presję na rząd? Mógłby coś zmienić w naszej sytuacji? No i po drugie – dlaczego świętować 13 grudnia? Czy to na pewno „nasza” data? Chcemy się wpisać w tradycję stanu wojennego, czy w tradycję skrajnej prawicy chodzenia pod dom Jaruzelskiego? A może chcemy uczcić pierwszą rocznicę pamiętnego marszu PiS-u w proteście chyba przeciwko objęciu władzy? W Poznaniu otrzymałem oficjalny list byłych działaczy Solidarności z lat 80-89, którzy stanowczo oprotestowali ideę takiej akcji w takim dniu. No dobra – zagubienie, złe intencje czy sabotaż? Pierwszy raz publicznie o tym mówię, ale wątpliwości co do formy i treści, a także braku jakichkolwiek uzgodnień zgłaszałem Ci Radomirze natychmiast po ogłoszeniu przez Ciebie tego pomysłu. W prywatnej rozmowie przez telefon, jak to ludzie mają w zwyczaju robić, jeżeli chcą coś wyjaśnić. Później również rozmawialiśmy o twoim pomyśle na posiedzeniu zarządu.

Tak, jestem idealistą. Gorąco wierzę w to, że trzeba rowy między rodakami zasypywać, a nie wykopywać lub pogłębiać. Szacunek należy się każdemu człowiekowi. Nawet temu, z kim się fundamentalnie nie zgadzam. Jeżeli więc mówię o tym, że święto narodowe warto obchodzić wspólnie, to nie dlatego, że chcę iść pod rękę z ludźmi, którzy łamią demokrację i chcą państwa totalitarnego. Nie dlatego, że chciałbym pokrzykiwać te absurdalne hasła, z których tylko niektóre nadają się do powtórzenia tutaj. Czy ktokolwiek uwierzy, ze chciałbym iść krzycząc „Polska to my, Polska to my, a nie Kijowski i jego psy”? A może, że chciałbym, aby KOD poszedł ze mną z okrzykiem „Je.ać KOD”? Nie. Mówię o tym dlatego, że warto próbować ich przekonać, że można inaczej. I bardzo cieszę się z naszego marszu 11 listopada, który był pochodem życzliwych sobie i innym ludzi, bo pokazał wszystkim Polakom, że można inaczej świętować. Niekoniecznie wykrzykując przekleństwa i demolując stolicę. Nie pójdę z pod faszystowskimi czy nacjonalistycznymi hasłami. Ale pójdę z młodymi ludźmi, którzy porzucą agresję i nienawiść, nawet, jeżeli będą hołdowali tradycji narodowej demokracji tak, jak ją wspiera Aleksander Hall, jak ją rozumiał Ruch Młodej Polski. Pójdę, jeżeli przestaną głosić niezgodne z prawem poglądy i zaczną uznawać reguły gry. Pójdę na naszych, KOD-owskich warunkach, zgodnych z Manifestem.

Wczoraj kilku narodowców pomyliło marsz. Przyszli, wrzucili coś do puszki i wzięli znaczki. Kiedy zorientowali się, że są na naszym marszu, to poleciały słowa na k… i ch..., ale zostali. Nikt ich nie wyganiał. Na koniec ucieszyli się, że u nas to i hymn umieją śpiewać i piosenki patriotyczne, a na ich marszu rok temu nic takiego nie było. Może przyjdą za rok, już świadomie? Liczę na to.

Pamiętasz Radomirze, jak w Gdańsku na pogrzebie Inki i Zagończyka zza wielkiego banera Arki Gdynia chyba, trzymanego przez agresywnych, młodych ludzi, wyszedł 17-latek z Tczewa, podszedł do naszej zaatakowanej koleżanki, pomógł jej pozbierać rozsypane rzeczy do torebki i odprowadził? Czy pamiętasz, że 4 września na marszu w Gdańsku ktoś dyskretnie przekazał przez służbę porządkową wyprane i wyprasowane dwie flagi KOD-u wrzucone do toi toi’a na tym samym pogrzebie? Czy tych ludzi też chciałbyś wykluczyć? Skąd wiesz, ilu z obecnych pod Bazyliką czuło się niekomfortowo, ale nie miało dość wewnętrznej siły, żeby otwarcie sprzeciwić się setkom agresywnych współtowarzyszy? Czy chcesz ich na zawsze wepchnąć w szpony ideologii nienawiści? Nie dać im szansy na zmianę? Ja tak nie potrafię. Nie ma na to mojej zgody. Bo dla mnie każdy człowiek jest ważny.

Piszesz, Radomirze, że lider powinien słuchać ludzi. To prawda. Pytanie tylko, czy powinien się koncentrować na tych najbliższych ludziach, członkach Zarządu? A może na tych, którzy nigdy by z nami nie poszli, za to są nadzwyczaj aktywni w internecie? A może lepiej, żeby słyszał głos powszechniejszy? Tych, którzy przychodzą na marsze, którzy działają w powiatach i gminach, tych, którzy na ulicy opowiadają, co dla nich ważne? Taksówkarz, który odwoził mnie dzisiaj po programie, zapytał: „Panie Mateuszu, to jak, są szanse, że pójdziemy kiedyś wszyscy razem?” Mam głębokie przekonanie, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca.

Drogi Radomirze, pójdziemy razem? Będziemy wspólnie budować KOD? Bo podgryzanie lidera niekoniecznie wystarcza, żeby samemu zostać liderem. Ale we współpracy można wiele zbudować. Również swoją pozycję. Pamiętaj, KOD łączy, nie dzieli!
Trwa ładowanie komentarzy...