Grupa naTemat

Jak Mastalerka Kaczyński upokorzył...

Wybory to poważne przedsięwzięcie. Miesiące przygotowań, kampania, oczekiwanie, wyniki... Po trochu te wyniki analizujemy. Już nie tylko ilościowo, ale i jakościowo. I zaczynamy rozumieć więcej z przedwyborczych wydarzeń. Bliżej poznajemy rozgrywających. W tym przypadku, z całym szacunkiem, prezesa Jarosława Kaczyńskiego.


W końcu sierpnia tego roku z pewnym zdziwieniem usłyszeliśmy, że poseł Marcin Mastalerek nie znalazł się na listach kandydatów do parlamentu z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Zdziwienie publiczności było oczywiste, bo przecież to znany poseł, do niedawna rzecznik całej partii, w kampanii parlamentarnej rzecznik sztabu wyborczego, ściśle współpracujący z kandydatką na premierkę Beatą Szydło. Można było Mastalerka nie lubić, można się było z niego podśmiewać, ale na pewno był jedną z ważnych twarzy PiSu.


Dosyć szybko do opinii publicznej dotarła historia o emisji (czy jej braku) jakiegoś klipu wyborczego, o proteście prezesa, o biernym oporze rzecznika, o nieodebranym telefonie... Towarzyskie nieporozumienia i przepychanki wewnątrz partii to zapewne ciekawy materiał dla prasy bulwarowej. Tyle, że to już stara sprawa. Jednak wypłynęła na światło dzienne przy okazji analiz wyników wyborów. Okazuje się, że najmłodszym posłem w Sejmie RP VIII kadencji został Łukasz Rzepecki. Ma 23 lata. Przez ostatnie 4 lata był dyrektorem biura poselskiego posła Marcina Mastalerka, którego uważa za swojego idola.

Czym ten młody człowiek zasłużył na przychylność prezesa? Jak przysłużył się partii?

Z dostępnych w internecie informacji wyłania się typowa kariera młodzieżowego działacza partyjnego. Radny, regionalny przewodniczący Forum Młodych PiS, sekretarz klubu w radzie miejskiej. Student prawa.

Życzę panu posłowi jak najlepiej. Jest jednym z 460, którzy będą stanowili prawo w moim kraju. Niech robi to mądrze i rozważnie, z szacunkiem dla obywateli i dla ich dobra. I żeby nigdy nikomu nie postało w głowie podejrzenie, że na listach wyborczych znalazł się tylko po to, żeby tym mocniej upokorzyć posła Mastalerka. Ktoś złośliwy mógłby nawet sugerować, że stał się jedynie scenografią do tańca prezesa na politycznym grobie byłego rzecznika partii.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowaPrawo i SprawiedliwośćWyboryJarosław Kaczyński
Skomentuj