Kto się boi PiSowego ludu?

Straszenie PiSem to ostatnio modny motyw. Jedni straszą, inni się na to straszenie obruszają. Jeszcze inni twierdzą, że na nich to straszenie nie działa, bo się nie boją. I, paradoksalnie, wszyscy mają trochę racji.

Czyli jak to jest? Czy powinniśmy się bać?
W czasach Internetu, fejsbuka, wolnych mediów i globalizacji trudno raczej się spodziewać powtórki z lat trzydziestych XX wieku w Niemczech. Mimo wracającej retoryki z tamtych lat, mimo odwoływania się do najgorszych instynktów i ukrytych kompleksów, mimo promowania postaw zamkniętych, ksenofobicznych i zwyczajnie antyhumanistycznych, nie wierzę w powrót nazizmu na poważnie. To, co wtedy doprowadziło do światowej tragedii, teraz może raczej prowadzić do ośmieszenia swoich architektów, do ich totalnej kompromitacji.

Historia wróci jako własna parodia. Oglądając to, co się wydarzy, poczujemy się raczej jak na planie filmu Quentina Tarantino Bękarty wojny albo Dyktatora Charlie Chaplina, niż jak w rzeczywistości pokazywanej w dokumentach o zagładzie.

Tylko czy przez to, że będzie śmiesznie, będzie mniej strasznie? Czy to, że większość Polaków nie będzie fizycznie zagrożona, że raczej nie należy się spodziewać budowania obozów koncentracyjnych ani nocy długich noży wystarcza, żebyśmy mogli spać spokojnie?

Polska od 26 lat rozwija się i dogania świat. Czasem szybciej, czasem wolniej. Szybciej, kiedy jesteśmy otwarci na świat i z nim współpracujemy, wolniej, kiedy koncentrujemy się na ambicjach, frustracjach i aspiracjach polityków. Prawdopodobnie nie uda się zawrócić Polski z drogi stabilnego rozwoju. Polacy za dużo w tę drogę zainwestowali, żeby z niej zejść bez oporu. Przy poprzedniej okazji Prawo i Sprawiedliwość utrzymało się u władzy przez pół kadencji. Czy teraz uda im się zrealizować całą kadencję, czy odpadną po kilku miesiącach?

Na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi. W istocie nie wiemy nawet jeszcze, czy PiS będzie mieć swój udział w rządach. Bo żeby samodzielnie tworzyć rząd trzeba mieć co najmniej 231 mandatów w Sejmie. Albo zbudować koalicję, która tyloma mandatami będzie dysponować. I te przewagę trzeba utrzymać przez cały czas rządzenia. Gdyby jednak udało się prezesowi Kaczyńskiemu utworzyć rząd z jakimś premierem (zapewne na początek tymczasowym) to nadal pozostaje pytanie o jego (tego rządu) trwałość. Czy uda mu się na tyle szybko skorumpować lub oszukać całą klasę polityczną i naród, żeby stworzyć sobie silne podstawy rządzenia takie, jakie stworzył sobie Viktor Mihály Orbán na Węgrzech? Czy da radę zmienić konstytucję? Pozbawić demokrację jej podstawowych atrybutów i mechanizmów obronnych?

Lengyel, Magyar – két jó barát,
együtt harcol, s issza borát
Polak, Węgier, dwa bratanki,
i do szabli, i do szklanki


Jarosław Aleksander Kaczyński ma wielkie aspiracje. Chyba jednak nie ma siły Orbána… Oby. Bo co prawda nie bardzo widać podstawy do strachu, do obaw o własne bezpieczeństwo czy przyszłość (poza kilkuset osobami, na które prezes zagnie parol i złamie im życie, zniszczy firmy, doprowadzi do jakiejś formy upadku), to jednak zmiana kierunku w sytuacji tak dynamicznego rozwoju, zaciągnięcie bez powodu hamulca awaryjnego, zawrócenie, cofnięcie się – to wszystko będzie wszystkich Polaków wiele kosztować. Kiedy napotykamy na naszej drodze próg spowalniający, to wyhamowujemy, co nas kosztuje zużycie układu hamulcowego (w następstwie są również koszty ekologiczne) a następnie przyspieszamy, co kosztuje paliwo (i znowu więcej spalin, czyli szkoda dla środowiska).

Jest jednak jeszcze jeden aspekt, który nie daje mi spokoju. Kiedy władza jest otwarta i życzliwa, ludzie też stają się otwarci i życzliwi. Kiedy władza się zamyka, jest podejrzliwa i pełna obaw wobec wszystkiego, obywatele również się zamykają, obawiają, podejrzewają. Budzą się złe emocje. Ludzie patrzą na siebie wilkiem. Niszczony jest kapitał społeczny. Znacznie łatwiej jest zbudować setki kilometrów autostrad, niż zaufanie i współpracę między obywatelami. I tego się naprawdę boję, kiedy patrzę w najbliższą przyszłość. Że znowu zaczniemy się zastanawiać, czy możemy mówić szczerze, czy nie trzeba wyłączyć telefonu, czy sąsiad nie słucha, czy ten pan, co obok czyta gazetę, to przypadkiem nie notuje…

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Prawo i Sprawiedliwość
Skomentuj